W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w sposób dostosowany do Państwa indywidualnych potrzeb i preferencji. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących przechowywania i uzyskiwania dostępu do cookies przy pomocy ustawień przeglądarki lub urządzenia końcowego, z których Państwo korzystacie. Więcej szczegółów w naszej Polityce Prywatności.
Zamknij
PL EN

Samuraj na spadochronie

    Karp, kruk, ryś i łoś żyły spokojnie w rozległym parku, należącym do groźnego samuraja. Na czym polega zawarty w tym zdaniu paradoks? Oczywiście – jeżeli samuraj był taki straszny, czy ktoś mógł żyć swobodnie na jego ziemi? Otóż mógł, gdyż samuraj był wiecznie nieobecny: wojował, podróżował, pertraktował, a w swojej posiadłości zjawiał się tak rzadko, że nawet najstarszy karp, kruk, ryś i łoś pamiętały już tylko strzępki opowieści o jego twardych rządach.
    Na wieść, że samuraj zamierza wrócić – tym razem na dobre – przestraszone zwierzęta zamknęły wszystkie drogi do parku. Nie pytajcie mnie, jak to zrobiły. Wymyślcie sami, co może zrobić zdesperowany karp, kruk, ryś i łoś, a potem podnieście to do (właściwej bajkom) potęgi. Samuraj zmitrężył wiele czasu i sił, próbując obejść kolejne przeszkody, aż w końcu postanowił przechytrzyć zwierzęta i dostać się do swojej posiadłości drogą powietrzną, skacząc na spadochronie. Tego nikt się nie spodziewał. Gdy purpurowy spadochron kołysał się już nad parkiem jak krwiożercza meduza i z każdą chwilą rósł w oczach, zwierzęta  rozpierzchły się na wszystkie strony. Karp zagrzebał się w mule, kruk ukrył się w dziupli, łoś zaszył się na mokradłach, ryś w gęstwinie, i tam czekały, drżąc ze strachu, na nadejście samuraja.
    Czekały na próżno. Nikt nie nadchodził.
    Gdy wreszcie – po długim dniu – zwierzęta wyszły ze swoich kryjówek ośmielone panującą w parku ciszą, natknęły się na samuraja we własnej osobie. Nie był jakoś szczególnie groźny, gdy tak wisiał, zaplątany w linki,  na spadochronie, zaczepionym o drzewo, a już zupełnie przestały się go bać, gdy zachrypniętym głosem poprosił je o wodę.
    To, jak ta historia się kończy, zależy od tego, jakimi ludźmi byli właściwie karp, kruk, ryś i łoś. A jeżeli zwierzęta okazały się ludzkie, wiele jeszcze zależy od tego, jakim człowiekiem był tak naprawdę ów groźny samuraj.



Na papierze:

„Dziewczynka z lizakami” (Grażka Lange, Warszawa, Tako, Warszawa 2015), „Pani od fizyki” (Korespondencja z ojcem 20/2011), „Bajka o entropii” (Korespondencja z ojcem 15/2009), „Samoloty” (Korespondencja z ojcem 12/2008), „Misja”, „Reinkarnacja”, „Mały Stwórca” (Korespondencja z ojcem 11/2008), „Generał” (Pomosty 9, 2004)

Samuraj na spadochronie